Co z tego, że teraz będzie remont, jak za chwilę wszystko znowu popadnie w ruinę?

Najpierw trzeba by zrewitalizować administrację!

Każdy chciałby być trochę na swoim.

Podobne opinie padały często z ust mieszkańców śródmieścia podczas szeroko zakrojonych konsultacji, prowadzonych w ramach Programu Partycypacji Społecznej przez Fundację Urban Forms przy wsparciu naszego zespołu. Powtarzającym się jak mantra pytaniem było: czy mieszkania po rewitalizacji będzie można wykupić?

W tych wątpliwościach znajduje odzwierciedlenie wyraźny i głęboki dystans łodzian nie tylko wobec pracy administracji zarządzających komunalnymi nieruchomościami, ale również wobec samych lokatorów, którzy – w powszechnym odczuciu – nie dbają o wynajmowane od magistratu lokale, nierzadko doprowadzając je do opłakanego stanu. Powszechne jest przekonanie, że dopiero po wykupieniu mieszkania i sformowaniu wspólnoty można naprawdę zadbać o nieruchomość.

Praca w śródmiejskich społecznościach lokalnych podczas tzw. Fajrantów po łódzku, przyniosła bardziej złożoną i ciekawszą diagnozę. Każda z odwiedzanych przez nas sąsiedzkich wspólnot – a było ich ponad 60 – tworzyła własny społeczny mikrokosmos. Zdarzały się w nim, rzecz jasna, czarne owce, które uprzykrzały życie zarówno innym lokatorom, jak i zarządcom nieruchomości. A jednak najczęstszą postawą, z jaką się spotykaliśmy podczas Fajrantów, była chęć współkształtowania najbliższego otoczenia, urządzenia go po swojemu, zgodnie z codziennym rytmem życia kamienicy i zwyczajami oraz estetycznymi potrzebami jej mieszkańców. W raporcie Jak rewitalizować Łódź  odnotowaliśmy:

W odwiedzanych społecznościach zainteresowanie wspólną przestrzenią zaczynało się tuż za drzwiami własnego mieszkania, dotyczyło najczęściej klatki schodowej, podwórka, własnoręcznie zasadzonej rabatki, lecz nie wykraczało poza granicę posesji. Jak stwierdził jeden z mieszkańców: nas tu obchodzi to, co do bramy. Wydaje się, że to jednak dobry początek, o który należy starannie zadbać.

Jednym z podstawowych warunków zaangażowania i dbałości o wspólną przestrzeń jest poczucie, że jest się „u siebie” i ma się rzeczywisty, trwały wpływ na najbliższe otoczenie. Na większości podwórek, gdzie zorganizowano „Fajranty”, mieszkańcy wykazywali silną potrzebę współkształtowania tej przestrzeni oraz jej współdzielenia z sąsiadami (np. sadzili rośliny, starali się o nie dbać, przystosowywali sposób zagospodarowania podwórza do potrzeb społeczności itp.). Udało się zaobserwować, że są czynniki, które wpływają na rozwój odpowiedzialności za najbliższą przestrzeń (…).

Do wyróżnionych przez nas czynników wzmagających potencjał lokalnych społeczności należą: silne więzi sąsiedzkie, poczucie zakorzenienia dzięki zamieszkiwaniu w danej kamienicy od przynajmniej dwóch pokoleń oraz duma z własnego miejsca zbudowana na przekonaniu, że jest ono wyjątkowe i wartościowe. Niezwykle istotna jest również dobra relacja z administratorem. Na to ostatnie warto zwrócić szczególną uwagę. Wielokrotnie spotkaliśmy się z opowieściami o “złym administratorze”, który nie tylko nie reagował na postulaty mieszkańców, ale wręcz utrudniał i wygaszał wszelkie sąsiedzkie inicjatywy. Sporadycznie zdarzało się nam jednak usłyszeć historie takie jak ta:

Administratorka zna mieszkańców, dopytuje o ich potrzeby, monitoruje przebieg ewentualnych interwencji, sprawdza, czy nastąpiła poprawa. To sprawia, że lokatorzy wystawiają jej znakomite oceny: przecudny administrator (…), dba jak o swoje (…)

Wydaje się, że taka postawa zarządców wspólnych nieruchomości jest warunkiem koniecznym tego, by raz na zawsze odejść od retoryki “najemców zasobu komunalnego” (brrr, jaka straszna zbitka) i wypracowywać nową koncepcję zarządzania, w której mieszkaniec jest zaangażowanym, uprawnionym do wyrażania swoich potrzeb i współdziałania sprzymierzeńcem, a nie zaś dolegliwym kłopotem administratora.

Więcej w raporcie współtworzonym przez nasz zespół „Jak rewitalizować Łódź”.